Moim pierwszym, dziecięcym przeżyciem kościoła, był nieco duszący, tajemny zapach kadzidła, wydobywający się z pobrzękującego mosiężnego lub srebrnego naczynia.Zastanawialam się, dlaczego powstało takie określenie < kadzić komuś >. Skąd się wzięło to zabarwienie negatywne skoro użycie kadzidła było elementem mszalnej, pozytywnej celebry? Postanowilam właśnie teraz, przed zawsze wiosennymi, pachnącymi < odradzającymi > świętami zebrać tutaj trochę moich wiadmości na ten temat.Historia kadzidła rozpoczyna się przed ponad czterema tysiącami lat na Bliskim Wschodzie i jest początkiem historii perfum.To właśnie kadzidło było tymi pierwszymi perfumami , które palono dla bogów. Nie potrzebowały wiele miejsca i zachodu a wypelnialy zapachem całą świątynię. Były świadectwem wiary, że ich zapach miał dobry wpływ i odpędzał złe duchy.
Kadzidło było w Mezopotani niezwykle kosztowne.Sprowadzano ten pachnący Cedrus Libani z bujnych lasów w Marduk do miasta/państwa Euphrat i Doliną Tygrysu transportowano. Slowo < Libanon > pochodzi od akkadijskiego slowa lubbunu, które ozancza ni mniej ni więcej < kadzidło >
Wznoszące się ku górze spiralki palonego kadzidła formowały sie w swoistą wierzę schodów, lecz nigdy w taki sam sposób, wciągały niebiańką istotę w ofiarujących niczym owady, zmarłych w ich świat cieni, przez żywych nigdy nie osiagalny.
Kadzidło było również używane przez egzorcystów do uleczania chorych i rytualnie po każdym stosunku płciowym.
Oprócz drewna libańskiego zedru Babilończycy używali również drewna sosnowego, zyprysowego, jodłowego i myrtowego, zwanego asu( jeszcze dzisiaj chętnie sadzonego w ogrodach środkowego wschodu ). Myrta była szczególnym uświęceniem dla Boga-Słońca Shamash.
Starożytni Egipcjanie interesowali się szczególnie drewnem kadzidlowym podobnie jak Sumerowie.Wg starych tekstów w 2800 r przed Chrystusem król Isesi organizował kosztowne ekspedycje do państwa Pwenet ( Punt wg Bibli, dzisiaj Erytrea )Jednak dopiero królowa Nowego Królestwa, Hatschepsut ( 1558-1085 przed Chr ) ustanowiła kadzidło elementem kultury.Sprowadziła bowiem z państwa Pwenet sadzonki kadzidła jako balsam dla ogrodów AmenRas, patrona jej narodu.
Egipska Księga Umarłych, medyczne papirusy, Pismo Święte przekazują o symbolice kadzidel i innych zapachów. Jednak najbardziej przepelnioną zapachem jest Wielka Pieśń Salomona napisana ok 300 - 400 lat przed Chr.Co drugi wers opisuje zapach z tak zmyslowym uczuciem, jak nikt w literaturze do czasów Baudelaire i Symbolistów.
Kim ona jest,
ta, co z ponad stepów się unosi
w kolumny dymu,
spowita w Mirrę i Kadzidło,
wszystkich najlepszych zapachów sprzedawców?
(3,6)
Ogród rozkoszy emanuje z ciebie,
Drzewa granatów z pysznymi owocami,
Baldaszki henny, kwiaty Nardy,
Krokus,trawy ziół i cynamon,
wszystkie aromatyczne drzewa,
Mirra i Aloes,
najwspanialszy balsam.
Źródłem ogrodu jesteś,
studnią żyjącej wody,
Wodą z Libanu.
Północny wietrze, przebudź się! Wietrze południa, przybywaj!
Przewiej mój ogród,
pozwól płynąć balsamicznym woniom!
(4,13-16)
Im głębiej sięgać w historię cywilizacji tym głębiej możemy przekonać się jak ogromną rolę odgrywał i odgrywa w naszym życiu zapach.Począwszy od religijnych rytuałów,wymacniania nastrojów zakochanych, uskrzydlania fantazji, odrzucania zapachow nieprzyjemnych jest naszą magią, sztuką uzdrawiania, radością życia.
Spokojnych, aromatycznych Świąt Wielkiej Nocy Wam życzę.
***Moje refleksje na podst książki- Edwin T Morris, Düfte. Die Kulturgeschichte des Parfums.
Tłumaczenie z amerykańskiego na j. niem Dr. Marta Jacober-Züllig
2 Apr 2010
29 Mar 2010
KAWA z IMBIREM
Wiosna jak leciwa staruszka,
kuśtykajac powolutku
próbuje przedostać się na druga stronę zimy.
Ta zaś, zamaszyście,
skrojonymi w rozmiarze XXL połami płaszcza
zaznacza swoja ocieżałość.
Idź juz sobie, a kysz, a kysz...
Niebawem i ptaki wygwiżdżą cię na widowni.
Teraz scena dla innej piękności.....
Lubię to jest zbyt słabe określenie. Uwielbiam aromaty.
Tej wiosny jednak kuszą mnie jedynie te trudne, tajemne, orientalne.
Lekkości wiosennej moje ciało jakoś nie umie, nie chce się poddać.
Ale to chyba nie mój jedynie dylemat.Kryzysowe przełomy polityczne. Poważne afery seksualne, odgrzebywane sprzed lat w kościelnych inkunabułach (a swoją drogą to odgrzebywanie to też chyba jakas polityka )coraz bardziej agresywny kapitalizm - ludzie coraz częściej ubolewaja nad pełzającym bezrobociem a przecież jest ono dobrze zadbanym dzieckiem kapitalizmu.Im kapitalizmowi dostatniej tym i bezrobocie lepiej się ma.Usłużni kapitalizmowi ekonomiści opracowali ciekawy system. Przez wiele lat sprawdzał się w Niemczech. System oficjalnej pracy czasowej. Niby masz wszelkie przywileje. Przywilej płacenia normalnych podatków,wnoszenia opłat na opiekę zdrowotną, emerytalną,na ewentualną opiekę specjalną w razie obłożnej choroby, na wsparcie kościoła, na zjednoczenie Niemiec.Wszystkim potrąca się równo i demokratycznie z pensji. W procentach.Z wyjątkiem podatku kościelnego od pozostałych wykręciś się nie możesz.Zawsze jednak możesz znaleźć sobie drugie pół etatu. System dobry dla kobiet, właściwie, jak hasło propagandowe głosiło, to genialny pomysł prorodzinny.Żona i matka pracuje zapewniając sobie emeryturę na starość i jednocześnie wychowuje dzieci, opiekuje się domem...........bla, bla, bla.Stopa bezrobocia zatrważająca nie jest. Taki oficjalny półetatowiec schodzi z listy państwowych problemów socjalnych.W najgorszym razie dopłaci się jednemu czy drugiemu do mieszkania, czy do lodówki.
Przedwczoraj, po raz pierwszy od dziesięciu lat usłyszalam cichy głos jakiegos polityka obudzonego z ręką w nocniku. Wszystkie kasy od podatków świecą dziurami!!!
Co będzie za kolejne dziesięć lat, gdy pierwsza fala ofiar genialnycego, ekonomicznego pomysłu zacznie przechodzić na emerytury? Oficjalny procent bezrobocia niemieckiego to ok 9%.Dla ekonomii wspólczesnych przedsiębiorstw kapitalistycznych wieloletni, doświadczony , co oznacza dobrze wynagradzany pracownik, to też duzy problem. No bo jak osiągać te same wyniki z tymi samymi, lub takimi samymi pracownikami ale za polowę wynagrodzenia? Jak zwolnić kogoś sumiennego a na jego miejsce przyjąć kogos po szkole za jedną trzecią zapłaty ale uzyskać taką samą jakośc pracy? Mój znajomy, pracujący z bardzo dobrą opinią od trzydziestu lat w światowym koncernie niemieckim,nagle zaczyna być ścigany dyscyplinarnie.Ostatnio otrzymał za jakąs totalną bzdurę ostrzeżenie z wpisaniem do akt. Czyli jesteś koleś na wylocie tuż przed sześćdziesiątką, jak nie będziesz uważał to grozi ci bardzo niska emerytura zamiast pieczołowicie wypracowywanego ciepełka na stare lata.Albo , tak Cię to wszystko zestresuje, że powiekszysz przedwcześnie grono aniołków. Ku uciesze wielu ważniaków. I świętych w tym niebie i tych ekonomicznych w tym piekle.
I co ja na to wszystko? Popijam sobie moją ulubioną, aromatyczną kawę parzoną z imbirem.Ostatnio coraz częściej!Wyczytałam, że dobra na reumatyzm. Może przynajmniej TO nie będzie mnie na starość nękać.
kuśtykajac powolutku
próbuje przedostać się na druga stronę zimy.
Ta zaś, zamaszyście,
skrojonymi w rozmiarze XXL połami płaszcza
zaznacza swoja ocieżałość.
Idź juz sobie, a kysz, a kysz...
Niebawem i ptaki wygwiżdżą cię na widowni.
Teraz scena dla innej piękności.....
Lubię to jest zbyt słabe określenie. Uwielbiam aromaty.
Tej wiosny jednak kuszą mnie jedynie te trudne, tajemne, orientalne.
Lekkości wiosennej moje ciało jakoś nie umie, nie chce się poddać.
Ale to chyba nie mój jedynie dylemat.Kryzysowe przełomy polityczne. Poważne afery seksualne, odgrzebywane sprzed lat w kościelnych inkunabułach (a swoją drogą to odgrzebywanie to też chyba jakas polityka )coraz bardziej agresywny kapitalizm - ludzie coraz częściej ubolewaja nad pełzającym bezrobociem a przecież jest ono dobrze zadbanym dzieckiem kapitalizmu.Im kapitalizmowi dostatniej tym i bezrobocie lepiej się ma.Usłużni kapitalizmowi ekonomiści opracowali ciekawy system. Przez wiele lat sprawdzał się w Niemczech. System oficjalnej pracy czasowej. Niby masz wszelkie przywileje. Przywilej płacenia normalnych podatków,wnoszenia opłat na opiekę zdrowotną, emerytalną,na ewentualną opiekę specjalną w razie obłożnej choroby, na wsparcie kościoła, na zjednoczenie Niemiec.Wszystkim potrąca się równo i demokratycznie z pensji. W procentach.Z wyjątkiem podatku kościelnego od pozostałych wykręciś się nie możesz.Zawsze jednak możesz znaleźć sobie drugie pół etatu. System dobry dla kobiet, właściwie, jak hasło propagandowe głosiło, to genialny pomysł prorodzinny.Żona i matka pracuje zapewniając sobie emeryturę na starość i jednocześnie wychowuje dzieci, opiekuje się domem...........bla, bla, bla.Stopa bezrobocia zatrważająca nie jest. Taki oficjalny półetatowiec schodzi z listy państwowych problemów socjalnych.W najgorszym razie dopłaci się jednemu czy drugiemu do mieszkania, czy do lodówki.
Przedwczoraj, po raz pierwszy od dziesięciu lat usłyszalam cichy głos jakiegos polityka obudzonego z ręką w nocniku. Wszystkie kasy od podatków świecą dziurami!!!
Co będzie za kolejne dziesięć lat, gdy pierwsza fala ofiar genialnycego, ekonomicznego pomysłu zacznie przechodzić na emerytury? Oficjalny procent bezrobocia niemieckiego to ok 9%.Dla ekonomii wspólczesnych przedsiębiorstw kapitalistycznych wieloletni, doświadczony , co oznacza dobrze wynagradzany pracownik, to też duzy problem. No bo jak osiągać te same wyniki z tymi samymi, lub takimi samymi pracownikami ale za polowę wynagrodzenia? Jak zwolnić kogoś sumiennego a na jego miejsce przyjąć kogos po szkole za jedną trzecią zapłaty ale uzyskać taką samą jakośc pracy? Mój znajomy, pracujący z bardzo dobrą opinią od trzydziestu lat w światowym koncernie niemieckim,nagle zaczyna być ścigany dyscyplinarnie.Ostatnio otrzymał za jakąs totalną bzdurę ostrzeżenie z wpisaniem do akt. Czyli jesteś koleś na wylocie tuż przed sześćdziesiątką, jak nie będziesz uważał to grozi ci bardzo niska emerytura zamiast pieczołowicie wypracowywanego ciepełka na stare lata.Albo , tak Cię to wszystko zestresuje, że powiekszysz przedwcześnie grono aniołków. Ku uciesze wielu ważniaków. I świętych w tym niebie i tych ekonomicznych w tym piekle.
I co ja na to wszystko? Popijam sobie moją ulubioną, aromatyczną kawę parzoną z imbirem.Ostatnio coraz częściej!Wyczytałam, że dobra na reumatyzm. Może przynajmniej TO nie będzie mnie na starość nękać.
23 Mar 2010
Witaj mój świecie po długiej przerwie
Wasze trzmanie kciukow bardzo pomoglo!!
Zdalam. Wszystkie dwa egzaminy. Mam dwa certyfikaty. W pierwszym na 33 zadań 32 rozwiązałam pozytywnie. W drugim pozytywne odpowiedzi w 89%.Chwalę się.Po piątej dziesiątce podejście do takich poważnych zadań nie jest proste.Musze przyznac, ze nie spodziewalam sie takiego wyniku.Nabralam ochoty na przynajmniej jeszcze jeden certyfikat.Mam w zanadrzu dwa tematy ale nie przyznam się, zanim nie zarejestruję się na egzamin.A poza tym,nigdy nic nie wiadomo, co się w życiu przyda!
Niestety zbyt dlugo kazali mi na te wyniki czekać. No ale coż było począć? W sumie wszystko to pomoglo mi przetrwać wyjątkowo dlugą i dokuczliwą zimę.
Nie mogę pominąć faktu, że byłam jedyną Polką w obydwu podejściach, jak rowniez jedyną kobietą z europejskimi genami!
Cieplejsze dni pozwolą mi, mam nadzieję pobiegac troszke po Essen. Ten rok jest dla miasta szczególny - pelni ono bowiem obowiązki stolicy kulturalnej Europy.Wiele interesujących wydarzeń się dzieje.Otworzono na powrót Museum Folkwang-okryzknięte onegdaj mianem najpiękniejszego muyeum swiata.Wiele wybitnych dzieł zostalo zeń zrabowanych przez Nazistów w czasie II Wojny i ukrytych w nieznanych miejscach.Kilkudziesięcioletnie poszukiwania pozwoliły na tegoroczne otwarcie pokazać je w muzeum, do którego należaly.

Die roten Pferde FRANZ MARC
Podaje linka do muzeum.Info jest rowniez w j.angielskim.
www.museum-folkwang.de
W jednym z najblizszych postow bede chciala przedstawic Wam stara kopalnie Zeche Zollverein, ktora przeksztalcono w duze centrum muzealno - koncertowe. Stara Synagoge, ktora jest prawdopodobnie najwieksza w Europie i pare innych ciekawych tematow zwiazanych z rola, jaka w tym roku pelni Essen.
Pozdrawiam Was serdecznie
Zdalam. Wszystkie dwa egzaminy. Mam dwa certyfikaty. W pierwszym na 33 zadań 32 rozwiązałam pozytywnie. W drugim pozytywne odpowiedzi w 89%.Chwalę się.Po piątej dziesiątce podejście do takich poważnych zadań nie jest proste.Musze przyznac, ze nie spodziewalam sie takiego wyniku.Nabralam ochoty na przynajmniej jeszcze jeden certyfikat.Mam w zanadrzu dwa tematy ale nie przyznam się, zanim nie zarejestruję się na egzamin.A poza tym,nigdy nic nie wiadomo, co się w życiu przyda!
Niestety zbyt dlugo kazali mi na te wyniki czekać. No ale coż było począć? W sumie wszystko to pomoglo mi przetrwać wyjątkowo dlugą i dokuczliwą zimę.
Nie mogę pominąć faktu, że byłam jedyną Polką w obydwu podejściach, jak rowniez jedyną kobietą z europejskimi genami!
Cieplejsze dni pozwolą mi, mam nadzieję pobiegac troszke po Essen. Ten rok jest dla miasta szczególny - pelni ono bowiem obowiązki stolicy kulturalnej Europy.Wiele interesujących wydarzeń się dzieje.Otworzono na powrót Museum Folkwang-okryzknięte onegdaj mianem najpiękniejszego muyeum swiata.Wiele wybitnych dzieł zostalo zeń zrabowanych przez Nazistów w czasie II Wojny i ukrytych w nieznanych miejscach.Kilkudziesięcioletnie poszukiwania pozwoliły na tegoroczne otwarcie pokazać je w muzeum, do którego należaly.

Die roten Pferde FRANZ MARC
Podaje linka do muzeum.Info jest rowniez w j.angielskim.
www.museum-folkwang.de
W jednym z najblizszych postow bede chciala przedstawic Wam stara kopalnie Zeche Zollverein, ktora przeksztalcono w duze centrum muzealno - koncertowe. Stara Synagoge, ktora jest prawdopodobnie najwieksza w Europie i pare innych ciekawych tematow zwiazanych z rola, jaka w tym roku pelni Essen.
Pozdrawiam Was serdecznie
19 Oct 2009
EGZAMINY PRZEDE MNĄ
Dawno tutaj nie zaglądałam, jednak obowiązki i konieczności mocno ograniczyły mój wolny czas. Pierwszy termin bardzo ważnego dla mnie egzaminu mam wyznaczony na 28 listopada 2008. Egzamin jest trójstopniowy i trwa 8 godzin. Terminu kolejnego, czwartego stopnia jeszcze nie znam. Nauki mam obecnie bardzo dużo, więc powrócę do Was, do mojego bloga i do kulinarnego pamiętnika gdy wszystko będę miała pomyślnie zaliczone.
POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH Z CAŁEGO SERCA
POZDRAWIAM WAS WSZYSTKICH Z CAŁEGO SERCA
4 Aug 2009
ZAKURZONA LITERATURA
Moja dłuższa w blogowych pieleszach nieobecność nie oznacza, że rozleniwił mnie czas kapryśnego lata.Co TO, TO nie!!!Mąż uległ wreszcie moim namowom, choć ulegać zdarza mu się rzadko i udalismy się w podróż po okolicznych sklepach meblowych.Lecz to nie TEN rodzaj podróży był przedmiotem moich próśb i marudzeń. Wspomniany przedmiot to ni mniej ni wiecej tylko bezradność wobec narastających, z siłą przemian górotwórczych, zwałów książek, filmów, albumów i wszelkiego, rozmaitego wydawnictwa.Przez osiem lat ( słownie osiem ) pewna, niebywałej wytrzymałości kanapa służyła za oryginalny regał. Przy czym, stale postepujący ruch górotwórczy powodował rozpełzanie się wspomnianych zwałów poza ów oryginalny regał.Każde autorskie dzieło żyje przecież swoim własnym życiem, dopóki nie zaczyna żyć w nas.Nie ruszone naszą ręką, nie ożywione myślą może w ten desperacki sposób próbuje nas sobą zainteresować?Ale jak ja , natchniona do sięgnięcia po tą czy ową żywą naturę, mam to zrobić, stojąc bezradnie w progu drzwi do mojej rozpełzłej............biblioteki? Ale już mam!!! Specjalny, książkowy regał o czterometrowej długości i wysokości podsufitowej.W końcu na wystawie sklepowej poukładano na jego półkach 30 - kilogramowe worki z ...cementem , jako że niby wytrzymały ma być. Mam nadzieję, że nie ugnie swych nóg, jak jego starszy sąsiad ze ściany przeciwległej. Choć jeszcze stoi, biedaczysko, ale mocno powykrzywiany artretyzmem.
Jak ja uwielbiam takie momenty!!!Układanie gromadzonych prze lata książek na półkach. Oglądanie ich na nowo albo, ba, rozpakowywanie z radością i okrzykiem, A TO TEŻ kupiliśmy!!!???
I tak, z biegiem dni i układanych na półkach książek naszły mnie pewne refleksje, dotyczące polskiej literatury w Niemczech i jej tłumaczeń.Nie mamy się czym pochwalić, niestety.Najczęściej wznawianym tłumaczeniem jest jedynie "Quo vadis"
Sienkiewicza. Wydawane bardzo porządnie, w twardych okładkach i na dobrym papierze, rozprowadzane w sieciach discontowych typu ALDI czy PLUS!!! I to co najmniej jeden raz w roku za naprawdę niską cenę ok 3 Euro!!! Cena przeciętnego tomu, wydanego w podobny sposób i sprzedawanego w księgarniach to 20 - 30 Euro.Można kupić taniej wydawnictwo kieszonkowe ( tutaj cena ok 10 Euro )ale na takie trzeba poczekać ok. pół roku od debiutu rynkowego danej pozycji.Powieści wybitne ( w domyśle te dobrze sprzedające się ) często dopiero po kilku latach doczekują się swojego kieszonkowego, taniego wydania.
Kilka lat temu ukazały się bodaj dwie pozycje Ryszarda Kapuścińskiego - CESARZ i HEBAN i , co muszę koniecznie podkreslić, rozeszły się jak przysłowiowe, ciepłe bułeczki!! Mam kilkoro niemieckich znajomych, z którymi mogę o książkach, równiez polskich autorów, porozmawiać, a którzy pytają mnie zawsze, gdy wracam z Polski, co też takiego ciekawego sobie stamtąd przywiozłam i gdy wymieniam im nazwiska , wzruszają jedynie ramionami. Choć przytaczam autorów współczesnych, których w Niemczech się wydaje, Tokarczuk, Grochala,Krall, Marek Krajewski. W odpowiedzi widzę tylko znudzone miny.LEM!!! Tak, ten twórca jest tutaj doceniany, lecz tylko przez pokolenie wieku średniego. Ktoś tam, kiedys pochwalił mi się tomikiem wierszy Szymborskiej. I to tyle!! KONIEC!!! NIC WIĘCEJ!? Dlaczego? Próbowalam zadać pytanie. I usłyszalam, że polska mentalność, która jest tak bardzo czytelna we współczesnych, polskich powieściach, odbierana jest jak nudziarstwo. Brak ponadczasowości, uniwersalizmu a w zamian zaściankowość.Tak nasi polscy powieściopisarze są oceniani przez przeciętnego , niemieckiego czytelnika.
Wpadła mi kiedyś w ręce praca Marcela Reich-Ranickiego - tutaj
okrzykniętego : bezbożnym papierzem literatury!! Praca o literaturze polskiej w Niemczech i jej tutaj postrzeganiu pt "ERST LEBEN, DANN SPIELEN " co tłumaczę : " Najpierw żyć a później się bawić ", która ponoć ukazała sie w Polsce niedawno. Zapisalam sobie pewien niewielki cytat, ktory tutaj pozwolę sobie przetłumaczyć: " Stale zabiegam o zrozumienie polskiej literatury, stale reklamuję.Jednak jestem tego świadomy, że rezonans na tą literaturę w Niemczech zarówno w latach ubiegłych, jak i obecnie jest marny.Ma to różne podstawy.Najważniejszą są okoliczności historyczne i polityczne a dokładniej nietypowa przeszłość Polski. Podobnie jak przed stu, ba , nawet dwustu laty polscy pisarze poczuwają sie do obowiązku twórczych poszukiwań wg hasła " NAJPIERW ŻYĆ, PÓŹNIEJ SIĘ BAWIĆ""
I jest to kwintesencja tego, co można o polskim charakterze odzwierciedlanym literacko a postrzeganym niemieckimi oczyma powiedzieć.
Spotkałam się jednak i z określeniem o literaturze polskiej - że " jest lepsza niż jej tutaj reputacja " albo na ten przykład ostatnia recenzja, którą udało mi się przeczytać we FRANKFURTER RUNDSCHAU 20.03.2009 o książce Olgi Tokarczuk " BIEGUNI ", która ukazała się tutaj pod tytułem UNRAST ( co można przetłumaczyć jako " NIEPOKÓJ")- Ina Hartwig pisze - " Taka powieść nigdy nie zdobędzie niemieckiej nagrody " i dalej - " Szczęśliwi Polacy, skoro książki,takie, jak ta są nagradzane najważniejszymi polskimi,literackimi nagrodami".
Moją dzisiejsza puentą niech będzie kilka takich oto informacji:
Niemiec, Johannes Gutenberg w roku 1440 wynalazł metalową czcionnkę drukarską, która wywołala czytelniczy boom, pragnienie nauki i miłość do książki, trwającą nieprzerwanie do dziś. Niemcy zaś, z ich roczną produkcją ok 770 milionów książek ( przy 82 milionach mieszkańców ) zaliczani są do wiodącej, książkowej nacji świata.
Jak ja uwielbiam takie momenty!!!Układanie gromadzonych prze lata książek na półkach. Oglądanie ich na nowo albo, ba, rozpakowywanie z radością i okrzykiem, A TO TEŻ kupiliśmy!!!???
I tak, z biegiem dni i układanych na półkach książek naszły mnie pewne refleksje, dotyczące polskiej literatury w Niemczech i jej tłumaczeń.Nie mamy się czym pochwalić, niestety.Najczęściej wznawianym tłumaczeniem jest jedynie "Quo vadis"
Sienkiewicza. Wydawane bardzo porządnie, w twardych okładkach i na dobrym papierze, rozprowadzane w sieciach discontowych typu ALDI czy PLUS!!! I to co najmniej jeden raz w roku za naprawdę niską cenę ok 3 Euro!!! Cena przeciętnego tomu, wydanego w podobny sposób i sprzedawanego w księgarniach to 20 - 30 Euro.Można kupić taniej wydawnictwo kieszonkowe ( tutaj cena ok 10 Euro )ale na takie trzeba poczekać ok. pół roku od debiutu rynkowego danej pozycji.Powieści wybitne ( w domyśle te dobrze sprzedające się ) często dopiero po kilku latach doczekują się swojego kieszonkowego, taniego wydania.
Kilka lat temu ukazały się bodaj dwie pozycje Ryszarda Kapuścińskiego - CESARZ i HEBAN i , co muszę koniecznie podkreslić, rozeszły się jak przysłowiowe, ciepłe bułeczki!! Mam kilkoro niemieckich znajomych, z którymi mogę o książkach, równiez polskich autorów, porozmawiać, a którzy pytają mnie zawsze, gdy wracam z Polski, co też takiego ciekawego sobie stamtąd przywiozłam i gdy wymieniam im nazwiska , wzruszają jedynie ramionami. Choć przytaczam autorów współczesnych, których w Niemczech się wydaje, Tokarczuk, Grochala,Krall, Marek Krajewski. W odpowiedzi widzę tylko znudzone miny.LEM!!! Tak, ten twórca jest tutaj doceniany, lecz tylko przez pokolenie wieku średniego. Ktoś tam, kiedys pochwalił mi się tomikiem wierszy Szymborskiej. I to tyle!! KONIEC!!! NIC WIĘCEJ!? Dlaczego? Próbowalam zadać pytanie. I usłyszalam, że polska mentalność, która jest tak bardzo czytelna we współczesnych, polskich powieściach, odbierana jest jak nudziarstwo. Brak ponadczasowości, uniwersalizmu a w zamian zaściankowość.Tak nasi polscy powieściopisarze są oceniani przez przeciętnego , niemieckiego czytelnika.
Wpadła mi kiedyś w ręce praca Marcela Reich-Ranickiego - tutaj
okrzykniętego : bezbożnym papierzem literatury!! Praca o literaturze polskiej w Niemczech i jej tutaj postrzeganiu pt "ERST LEBEN, DANN SPIELEN " co tłumaczę : " Najpierw żyć a później się bawić ", która ponoć ukazała sie w Polsce niedawno. Zapisalam sobie pewien niewielki cytat, ktory tutaj pozwolę sobie przetłumaczyć: " Stale zabiegam o zrozumienie polskiej literatury, stale reklamuję.Jednak jestem tego świadomy, że rezonans na tą literaturę w Niemczech zarówno w latach ubiegłych, jak i obecnie jest marny.Ma to różne podstawy.Najważniejszą są okoliczności historyczne i polityczne a dokładniej nietypowa przeszłość Polski. Podobnie jak przed stu, ba , nawet dwustu laty polscy pisarze poczuwają sie do obowiązku twórczych poszukiwań wg hasła " NAJPIERW ŻYĆ, PÓŹNIEJ SIĘ BAWIĆ""
I jest to kwintesencja tego, co można o polskim charakterze odzwierciedlanym literacko a postrzeganym niemieckimi oczyma powiedzieć.
Spotkałam się jednak i z określeniem o literaturze polskiej - że " jest lepsza niż jej tutaj reputacja " albo na ten przykład ostatnia recenzja, którą udało mi się przeczytać we FRANKFURTER RUNDSCHAU 20.03.2009 o książce Olgi Tokarczuk " BIEGUNI ", która ukazała się tutaj pod tytułem UNRAST ( co można przetłumaczyć jako " NIEPOKÓJ")- Ina Hartwig pisze - " Taka powieść nigdy nie zdobędzie niemieckiej nagrody " i dalej - " Szczęśliwi Polacy, skoro książki,takie, jak ta są nagradzane najważniejszymi polskimi,literackimi nagrodami".
Moją dzisiejsza puentą niech będzie kilka takich oto informacji:
Niemiec, Johannes Gutenberg w roku 1440 wynalazł metalową czcionnkę drukarską, która wywołala czytelniczy boom, pragnienie nauki i miłość do książki, trwającą nieprzerwanie do dziś. Niemcy zaś, z ich roczną produkcją ok 770 milionów książek ( przy 82 milionach mieszkańców ) zaliczani są do wiodącej, książkowej nacji świata.
3 Jul 2009
Opowiadanie pt.KULE BELE
Ten kolejny, upalny, lipcowy wieczór był dla Starszego Posterunkowego Czesia wyjątkowo spokojny.Siedział na ławeczce pobliskiego parkingu rozkoszując się cieniem młodej lipy z odchyloną w tył głowy służbową czapką. Zza rozpostartych okien komisariatu dobiegał miarowy, powolny stuk maszyny do pisania. To Młodszy Posterunkowy, szczawik jeden, ćwiczył się w obsłudze tego urządzenia. " Palce se musi wyrobić, no nie " pomyślał posterunkowy Czesio i wyciągnąwszy przed siebie nogi zatopił się w swoich przysypiających myślach.Szczęściem dzisiejszej służby był brak polecenia ze strony komendanta Suchego na kolejny patrol po okolicy.Przydział benzyny się kończył. Limit mandatów wystawionych w tym miesiącu znacznie przekroczył planowaną kwotę. Sierżant Bożenka uwielbiała polować w ich starym polonezie na nieprzystosowane pojazdy przyjeżdżające po towar do pobliskiej, prywatnej rzeźni. Posterunkowy Czesiu mógł więc sobie spokojnie służbę przetrwać pod lipą.Poloneza i tak nie trzeba było wyprowadzać z garażu.A kolejny przylot zagraniczny LOT zaplanował na 21.30
Pani Halinka zrobiła sobie właśnie przerwę na papierosa na ławeczce pod budynkiem głównym od strony płyty.Tam też było troche cienia. Roboty miała jak zwykle dużo. No bo to i catering przygotować, popielnice hali głównej opróżnić, przetrzeć zapalcowane drzwi wejściowe.
Raptem, gdzieś z daleka usłyszeć można było przybliżający się dość szybko, rozpaczliwie donośny, sygnał policyjnego radiowozu. Lecz najpierw, jedyną drogą dojazdową do Międzynarodowego Lotniska w Icach przemknął niczym strzała samochód osobowy kombi. Zatrzymał się z piskiem opon przed wysoką siatką ogrodzenia oddzielającego płytę lotniska od trawnika i parkingu. Jakiś młody mężczyzna wyskoczył gwałtownie zza kierownicy, dwoma susami przebiegł trawę, jeszcze szybciej pokonał ogrodzenie i tyle go widzieli policjanci z dojeżdżającego właśnie radiowozu.
Jeden z funkcjonariuszy otworzył energicznie drzwi samochodu,w jedenj ręce trzymając telefon a drugą sięgając do kabury, podbiegł najpierw do kombika, pozaglądał przez szyby a następnie podszedł do ogrodzenia........uciekiniera ani śladu. Drugi funkcjonariusz był już przy opuszczonym pojeździe i przygotowywał notes aby sprządzić notatkę........
" Ścigany samochód koloru zgnitej zieleni, marki Volkswagen Omega combi, prawdopodobnie skradziony, zamiast stacyjki sterczące dwa druty w dwu kolorach......"
Starszy Posterunkowy Czesiu z głową opuszczoną na służbowe piersi, podtrzymując równowagę korpusu założonymi pod pachy ramionami, słyszał tylko w półśnie piosenkę kosów, które tej wiosny założyły tu, na tej lipie, gniazdo i odchowały młode. Lubiał obserwować ptaki a dzisiaj ich śpiew dobiegał do niego coraz głośniej,głośniej, glosniej........
- Czeeeeesiek!!!! - wołała biegnąc i wycierając ręce w służbowy fartuch, Halinka.
- Czeeeeeeeeesieeeek!!!
- Cooooooooo? - ocknał się Starszy Posterunkowy .
- Złodziej ci przez płytę uuucieeekaaa!!!!
- Cooooooooooooo? - wrzasnął, tym razem już stojący na nogach, Czesiu
- Złodziej ci przez płytę ucieka!!! Tam już są jakies gliny ino że obce. Weź no wóz i jedź tam.
Starszy Posterunkowy udał się zdecydowanym krokiem do garażu, wyjątkowo sprytnie otworzył zamek starych wrót i usiłował zapalić radiowóz.Nic z tego.Ani drgnie.
- Młody! - zawołał przez okno posterunku - chodź no tu i pchnij! Ale prędko!
Co dwóch to nie jeden. Udało się i policyjne auto popyrkało sobie na płytę, a potem wzdłuż, nieco szybciej i szybciej, już zagrzane. Głowa Czesia w czapce nadal przesuniętej do tyłu co rusz obracała się to w lewo to w prawo, to w stronę krzaków to w stronę lasu....
Młodszy posterunkowy pozostał na posterunku, bo a nuż ktoś wyższy rangą zadzwoni, sprawdzi, co robią. Bo a nuż jakiś problem wyskoczy komuś ze wsi i trza zadziałać. Dyżur przy telefonie musi być a na dyżurze można się przecież , dla dobra sprawy, uczyć pisać na maszynie. To baaardzo przydatna umiejętność.
Nazajutrz w służbowym raporcie, który dostał do przeczytania Komendant Suchy, stało jasno i wyraźnie:
" Radiowóz policyjny, podległy tej samej Komendzie co lotniskowy komisariat, ścigał samochód marki Volkswagen Omega combi, koloru zgnitej zieleni, który nie zatrzymał się na wezwanie rutynowej kontroli drogowej. Samochód ten zmierzał drogą przez wieś Ice, która prowadziła do lotniska, o czym policjanci w radiowozie nie wiedzieli. Nie wiedzieli również, że na lotnisku jest komisariat policji, ani też nie otrzymali numeru telefonu na ten komisariat. Mężczyzny szczupłego, średniego wzrostu, włosy czarne, który prowadził uciekający samochód, mimo usilnych starań nie odnaleziono...."
Dzisiejszy dzień, kolejny dzień, utrudnionej upałami, pracowitej służby, snuł się leniwie. Pocieszeniem był lekki wiaterek , przywiewający od strony płyty zapach siana. Kilka dni temu komendant Suchy wydał przecież miejscowemu rolnikowi pozwolenie na wjazd na płytę lotniska z kosą i z grabiami i na rowerze.Ale na wjazd po siano, będzie musiał ów człowiek prosić o inne pozwolenie. Pozwolenie na pojazd czterokołowy, zaprzęgowy i konia oraz grabie.
PS. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.
Pani Halinka zrobiła sobie właśnie przerwę na papierosa na ławeczce pod budynkiem głównym od strony płyty.Tam też było troche cienia. Roboty miała jak zwykle dużo. No bo to i catering przygotować, popielnice hali głównej opróżnić, przetrzeć zapalcowane drzwi wejściowe.
Raptem, gdzieś z daleka usłyszeć można było przybliżający się dość szybko, rozpaczliwie donośny, sygnał policyjnego radiowozu. Lecz najpierw, jedyną drogą dojazdową do Międzynarodowego Lotniska w Icach przemknął niczym strzała samochód osobowy kombi. Zatrzymał się z piskiem opon przed wysoką siatką ogrodzenia oddzielającego płytę lotniska od trawnika i parkingu. Jakiś młody mężczyzna wyskoczył gwałtownie zza kierownicy, dwoma susami przebiegł trawę, jeszcze szybciej pokonał ogrodzenie i tyle go widzieli policjanci z dojeżdżającego właśnie radiowozu.
Jeden z funkcjonariuszy otworzył energicznie drzwi samochodu,w jedenj ręce trzymając telefon a drugą sięgając do kabury, podbiegł najpierw do kombika, pozaglądał przez szyby a następnie podszedł do ogrodzenia........uciekiniera ani śladu. Drugi funkcjonariusz był już przy opuszczonym pojeździe i przygotowywał notes aby sprządzić notatkę........
" Ścigany samochód koloru zgnitej zieleni, marki Volkswagen Omega combi, prawdopodobnie skradziony, zamiast stacyjki sterczące dwa druty w dwu kolorach......"
Starszy Posterunkowy Czesiu z głową opuszczoną na służbowe piersi, podtrzymując równowagę korpusu założonymi pod pachy ramionami, słyszał tylko w półśnie piosenkę kosów, które tej wiosny założyły tu, na tej lipie, gniazdo i odchowały młode. Lubiał obserwować ptaki a dzisiaj ich śpiew dobiegał do niego coraz głośniej,głośniej, glosniej........
- Czeeeeesiek!!!! - wołała biegnąc i wycierając ręce w służbowy fartuch, Halinka.
- Czeeeeeeeeesieeeek!!!
- Cooooooooo? - ocknał się Starszy Posterunkowy .
- Złodziej ci przez płytę uuucieeekaaa!!!!
- Cooooooooooooo? - wrzasnął, tym razem już stojący na nogach, Czesiu
- Złodziej ci przez płytę ucieka!!! Tam już są jakies gliny ino że obce. Weź no wóz i jedź tam.
Starszy Posterunkowy udał się zdecydowanym krokiem do garażu, wyjątkowo sprytnie otworzył zamek starych wrót i usiłował zapalić radiowóz.Nic z tego.Ani drgnie.
- Młody! - zawołał przez okno posterunku - chodź no tu i pchnij! Ale prędko!
Co dwóch to nie jeden. Udało się i policyjne auto popyrkało sobie na płytę, a potem wzdłuż, nieco szybciej i szybciej, już zagrzane. Głowa Czesia w czapce nadal przesuniętej do tyłu co rusz obracała się to w lewo to w prawo, to w stronę krzaków to w stronę lasu....
Młodszy posterunkowy pozostał na posterunku, bo a nuż ktoś wyższy rangą zadzwoni, sprawdzi, co robią. Bo a nuż jakiś problem wyskoczy komuś ze wsi i trza zadziałać. Dyżur przy telefonie musi być a na dyżurze można się przecież , dla dobra sprawy, uczyć pisać na maszynie. To baaardzo przydatna umiejętność.
Nazajutrz w służbowym raporcie, który dostał do przeczytania Komendant Suchy, stało jasno i wyraźnie:
" Radiowóz policyjny, podległy tej samej Komendzie co lotniskowy komisariat, ścigał samochód marki Volkswagen Omega combi, koloru zgnitej zieleni, który nie zatrzymał się na wezwanie rutynowej kontroli drogowej. Samochód ten zmierzał drogą przez wieś Ice, która prowadziła do lotniska, o czym policjanci w radiowozie nie wiedzieli. Nie wiedzieli również, że na lotnisku jest komisariat policji, ani też nie otrzymali numeru telefonu na ten komisariat. Mężczyzny szczupłego, średniego wzrostu, włosy czarne, który prowadził uciekający samochód, mimo usilnych starań nie odnaleziono...."
Dzisiejszy dzień, kolejny dzień, utrudnionej upałami, pracowitej służby, snuł się leniwie. Pocieszeniem był lekki wiaterek , przywiewający od strony płyty zapach siana. Kilka dni temu komendant Suchy wydał przecież miejscowemu rolnikowi pozwolenie na wjazd na płytę lotniska z kosą i z grabiami i na rowerze.Ale na wjazd po siano, będzie musiał ów człowiek prosić o inne pozwolenie. Pozwolenie na pojazd czterokołowy, zaprzęgowy i konia oraz grabie.
PS. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe.
2 Jul 2009
Permanentny brak czasu.
Tegoroczna, tropikalna pogoda w NRW nie usposabia ani buńczucznie ani melancholijnie. Zmuszam się do pracy nad swoim niemieckim. Plany mam rozległe w tym temacie, że ho, ho!!. Wgralam nowa wersję ( 10,0 ) Opery. Śmiga , az miło. Brak jej jedynie wersji niemieckiej , o polskiej nie wspominając. Ale cóż . Szlify w angielskim też się przydadzą. Dzisiaj muszę zaliczyć Urząd d/s Obcokrajowców. Europa Wschodnia jest nadal na tym samym piętrze, co pozostale państwa nieuprzemysłowione.Trzeba swoje odsiedzieć.Bo na tym piętrze najwięcej nierozumiejących, których urzędnicy dłużej niz innych obsługują. Mam nadzieję, że bedzie to moja ostatnia wizyta w tym miejscu. Jeszcze silniejszą nadzieje ma moj mąż, który jako dodatek zabezpieczajacy musiał mi zwykle towarzyszyć.Jako domniemane przeze mnie potwierdzenie, że ożenił sie ze mną dobrowolnie.
24 Jun 2009
NIESPOKOJNIE
Właściwie, to nic się nie dzieje. Rzekłbyś cisza.Jedynie dziennikarskie informacje nie tchną ani ksztyną optymizmu.Kryzys gospodarczy. Mordowanie współbratymców w Iranie.Groźby Koreańczyków.Ale gdyby tak nie włączać telewizorów, nie kupować gazet, komputery używać jedynie jako maszynki do pisania z zapamiętywaniem......Od ponad ośmiu lat podróżuję tą samą drogą do pracy i z powrotem. Znam twarze ludzi, którzy gdzieś tam sobie pracują towarzysząc mi przez dłuższą lub krótszą chwilę w tramwaju, czy w autobusie.Lecz jednak od niedawna coś jest nie tak. Ostatnio, gdy jadę wcześnie rano , dostrzegam na mijanych przystankach podpalone kosze na śmieci. Ich bezwładne kikuty , stopione, jak wosk świecy zwisają tu i ówdzie z przystankowych słupków.Czasem widzę kompletnie zdemolowany telefon publiczny. Czasem wytłuczone szyby przystanków.Gazety podają, że gdzieś , całkiem niedaleko, ktoś porysował parkujące wzdłuż jezdni samochody, powytłukiwał im lusterka.Ostatniej soboty wracałam do domu tramwajem, w którym dominowala w dziwny, jakiś zastraszający sposób grupa młodych mężczyzn.Śpiewali zgodnym chórem, coś, co przypominało zagrzewanie do walki.Mieli bardzo podobne , czarne ubrania, kurtki moro, jakieś na nich nie znane mi znaczki, buty przypominające wojskowe.Nie wspomagali się piwem. Ta dziwna postawa w nich była jakby samoistna.Nieco przygolone włosy, nieskazitelna czystość.Pozostali , tramwajowi goście jechali w kompletnej ciszy, bez ruchu. Jakaś para staruszków siedząca przede mną, patrząc na siebie porozumiewawczo szepnęła ze zgrozą " neonazis"..........
Mąż mnie później w domu uspokajał, że tak zachowują się grupy kibiców niektórych sportów? Uspokajał, ale wzrok miał utkwiony gdzieś w przestrzeni, jakiś taki ......inny.
Mąż mnie później w domu uspokajał, że tak zachowują się grupy kibiców niektórych sportów? Uspokajał, ale wzrok miał utkwiony gdzieś w przestrzeni, jakiś taki ......inny.
16 Jun 2009
Opowiadanie pt. PIESKIE ŻYCIE
Lubiał przesiadywać wieczorami w hotelowym patio, które przy tegorocznych upałach stanowiło wyśmienite przedłużenie restauracji. Cień rozłożystej, nadmorskiej pinii dawał ukojenie ludziom spożywającym tutaj swoje posiłki lub delektujacym się lokalnymi, wybornymi winami.Powietrze nasycone uwolnionymi przez słońce olejkami eterycznymi łagodnie muskało jego zmysły.Zadzierał wtedy głowę przygladając się spod zmróżonych powiek, zielonej fryzurze drzewa.
Należała mu się taka nagroda po trudnej, trzydniowej pracy. Nie łatwo jest podejmować sędziowskie decyzje!Niełatwo dokonywać wyborow!....Choć tym razem ilość obiektów podległych ocenie nie była zbyt duża.
Dbał o szczegóły! Wygląd!! Wygląd zawsze był ważny.Ale najistotniejsze teraz - to nie rzucać się w oczy!! Pod żadnym pozorem!Jego marynarska bluza w kolorze ciepłego granatu, białe bermudy, buty... spokojna, niczym nie wzruszona, obojętna twarz nie mogły przyciągnąć uwagi nikogo spośród hotelowych gości.
Czasem przysiadali się do jego stolika inni sędziowie.Nie chciał tych spotkań, jednak nie zawsze udawało mu się przewidzieć o jakich porach pojawiają się ci inni. Najbardziej unikał głośnego, starszego Włocha, który swoją angielszczyzną, przetykaną co rusz niemieckimi rzeczownikami, wzbudzał niepotrzebne zainteresowanie. I te jego przechwałki!! Czasem rozmawiali o zawodowych podróżach, luksusowych suitach hotelowych, napotykanych gdzieś tam, na ktorymś kontynencie, ludziach ze swoimi "objektami", o ich reakcjach szczęścia czy zawiedzionych nadziei.
No i ten Malezyjczyk ze swoim kanciastym angielskim! Znacząca osoba w tamtym orientalnym świecie, choć do światowca jakże było mu daleko - zbyt głośno wypytywał się o osobiste korzyści, które mógłby odnieść sędziując w Europie, zdrowie mu nie dopisywło i w ten sposób szukał mozliwie dobrego, darmowego leczenia.
Sędzina z Izraela, mocno już leciwa osoba, nigdy się do nich nie dosiadała. Wolala zaszywać się gdzieś w zupełnym cieniu zajmując się jedynie rozmową z towarzyszącym jej mężem. Jednak sędziowie z Kanady, Portugali czy Austrii wybornie posługiwali się językiem angielskim. To ważne, gdy się nie chce zwracać na siebie uwagi. Dla niego samego ukrywanie irlandzkiego akcentu od dawna nie stanowiło problemu. Wiedział, że tak trzeba.
Jednak teraz, dzisiejszego wieczora, musiał dostrzec JĄ. Zaniepokoiło go to, choć nie unosił swoich przymknietych powiek. Spostrzegł ją już wcześniej, gdy pracował.
Robiła mu dużo zdjeć, schowana pośród publiczności. Jemu albo jego pracy?. Nie, to nie było ważne!. Wtedy pomyslał sobie, że to jakaś dziennikarka albo zwykła obserwatorka niecodziennych wydarzeń, choć na miejscową nie wyglądała.. Lecz teraz, dzisiejszego wieczora siedziala tutaj, obok niego, w patio tego wybornego hotelu.......Strach zrobił swoje. Tej nocy nie mógł spokojnie spać.
Nazajutrz zobaczył ją znowu. Tym razem w towarzystwie jakiegoś mężczyzny zajęła stolik tuż przy nim. Starając sie nie pokazać nie tylko zaniepokojenia ale i zrodzonego nocą strachu probował zniżonym glosem zwrócić na nią uwagę swoim towarzyszom. Włoch natychmiast zamilkł zezując kątem oka w jej stronę a Malezyjczyk wstał w gwałtownym półobrocie i zniżając swoje cialo w jakiejś agresywnej, azjatyckiej pozie,przesuwając z rumorem krzesło, spojrzal na nią wrogo.Tego nie mogła przecież nie zauważyć..........
Nie, lepiej nadal nic nie robić. Właściwie nikt nie wie kim ona jest...? Lepiej zgodnie z wytycznymi.Mafia bywa nieobliczalna a spokojne życie cenniejsze."Nie mam sobie nic do zarzucenia.Nagradzałem najlepszych. Skazywałem najgorszych. Cóż,czasem potrzebna jest pomoc w ferowaniu wyroków "- pomyslał i już uspokojonym wzrokiem zerknął na czarny blat swojego nowego, złoconego Rolexa. Wkrótce opuści patio i przejdzie w umówione miejsce.......
Grupa zadowolonych, rosyjskich hodowców psów rasowych,, w szeregu, jeden za drugim, w drogo wyglądającej choć skurzonej odzieży, w rozczłapanych butach, z psami na smyczach, śmiejąc sie, ciesząc z dobrze zakończonego interesu opuściła hotelowy parking, by później przyspieszywszy kroku udać się do swoich campingów. Nad ranem czekała ich długa podróż na kolejną, europejską wystawę. A tam....... nowe, hotelowe spotkania, kolejne trofea. Wszystko ma przecież wymierną wartość. Rosyjscy nowobogaccy łakną luksusowego , czworonożnego dodatku. Pozycję trzeba podkreślać również w taki sposób. Cena nie gra tutaj roli.Pies ma być utytułowany. Champion to splendor.
Szli wzdłuż wybrzeża.
Wieczorne słońce ciepłymi promieniami próbowało dotknąć ich pewne siebie oblicza.
Należała mu się taka nagroda po trudnej, trzydniowej pracy. Nie łatwo jest podejmować sędziowskie decyzje!Niełatwo dokonywać wyborow!....Choć tym razem ilość obiektów podległych ocenie nie była zbyt duża.
Dbał o szczegóły! Wygląd!! Wygląd zawsze był ważny.Ale najistotniejsze teraz - to nie rzucać się w oczy!! Pod żadnym pozorem!Jego marynarska bluza w kolorze ciepłego granatu, białe bermudy, buty... spokojna, niczym nie wzruszona, obojętna twarz nie mogły przyciągnąć uwagi nikogo spośród hotelowych gości.
Czasem przysiadali się do jego stolika inni sędziowie.Nie chciał tych spotkań, jednak nie zawsze udawało mu się przewidzieć o jakich porach pojawiają się ci inni. Najbardziej unikał głośnego, starszego Włocha, który swoją angielszczyzną, przetykaną co rusz niemieckimi rzeczownikami, wzbudzał niepotrzebne zainteresowanie. I te jego przechwałki!! Czasem rozmawiali o zawodowych podróżach, luksusowych suitach hotelowych, napotykanych gdzieś tam, na ktorymś kontynencie, ludziach ze swoimi "objektami", o ich reakcjach szczęścia czy zawiedzionych nadziei.
No i ten Malezyjczyk ze swoim kanciastym angielskim! Znacząca osoba w tamtym orientalnym świecie, choć do światowca jakże było mu daleko - zbyt głośno wypytywał się o osobiste korzyści, które mógłby odnieść sędziując w Europie, zdrowie mu nie dopisywło i w ten sposób szukał mozliwie dobrego, darmowego leczenia.
Sędzina z Izraela, mocno już leciwa osoba, nigdy się do nich nie dosiadała. Wolala zaszywać się gdzieś w zupełnym cieniu zajmując się jedynie rozmową z towarzyszącym jej mężem. Jednak sędziowie z Kanady, Portugali czy Austrii wybornie posługiwali się językiem angielskim. To ważne, gdy się nie chce zwracać na siebie uwagi. Dla niego samego ukrywanie irlandzkiego akcentu od dawna nie stanowiło problemu. Wiedział, że tak trzeba.
Jednak teraz, dzisiejszego wieczora, musiał dostrzec JĄ. Zaniepokoiło go to, choć nie unosił swoich przymknietych powiek. Spostrzegł ją już wcześniej, gdy pracował.
Robiła mu dużo zdjeć, schowana pośród publiczności. Jemu albo jego pracy?. Nie, to nie było ważne!. Wtedy pomyslał sobie, że to jakaś dziennikarka albo zwykła obserwatorka niecodziennych wydarzeń, choć na miejscową nie wyglądała.. Lecz teraz, dzisiejszego wieczora siedziala tutaj, obok niego, w patio tego wybornego hotelu.......Strach zrobił swoje. Tej nocy nie mógł spokojnie spać.
Nazajutrz zobaczył ją znowu. Tym razem w towarzystwie jakiegoś mężczyzny zajęła stolik tuż przy nim. Starając sie nie pokazać nie tylko zaniepokojenia ale i zrodzonego nocą strachu probował zniżonym glosem zwrócić na nią uwagę swoim towarzyszom. Włoch natychmiast zamilkł zezując kątem oka w jej stronę a Malezyjczyk wstał w gwałtownym półobrocie i zniżając swoje cialo w jakiejś agresywnej, azjatyckiej pozie,przesuwając z rumorem krzesło, spojrzal na nią wrogo.Tego nie mogła przecież nie zauważyć..........
Nie, lepiej nadal nic nie robić. Właściwie nikt nie wie kim ona jest...? Lepiej zgodnie z wytycznymi.Mafia bywa nieobliczalna a spokojne życie cenniejsze."Nie mam sobie nic do zarzucenia.Nagradzałem najlepszych. Skazywałem najgorszych. Cóż,czasem potrzebna jest pomoc w ferowaniu wyroków "- pomyslał i już uspokojonym wzrokiem zerknął na czarny blat swojego nowego, złoconego Rolexa. Wkrótce opuści patio i przejdzie w umówione miejsce.......
Grupa zadowolonych, rosyjskich hodowców psów rasowych,, w szeregu, jeden za drugim, w drogo wyglądającej choć skurzonej odzieży, w rozczłapanych butach, z psami na smyczach, śmiejąc sie, ciesząc z dobrze zakończonego interesu opuściła hotelowy parking, by później przyspieszywszy kroku udać się do swoich campingów. Nad ranem czekała ich długa podróż na kolejną, europejską wystawę. A tam....... nowe, hotelowe spotkania, kolejne trofea. Wszystko ma przecież wymierną wartość. Rosyjscy nowobogaccy łakną luksusowego , czworonożnego dodatku. Pozycję trzeba podkreślać również w taki sposób. Cena nie gra tutaj roli.Pies ma być utytułowany. Champion to splendor.
Szli wzdłuż wybrzeża.
Wieczorne słońce ciepłymi promieniami próbowało dotknąć ich pewne siebie oblicza.
6 Jun 2009
WYBORCZO
Gdy osiedliłam się w Niemczech , moja Ojczyzna , Polska, była dopiero w przedsionku przygotowawczym do wejścia do Unii Europejskiej. Martwiły mnie problemy gospodarcze i ogromne bezrobocie w Polsce. Sama, mimo ciekawego zawodu i bardzo dużego doświadczenia, miałam spore problemy ze znalezieniem pracy w Polsce.Firmy powstawaly i upadały, moje dzieci dorastały a mnie przerażał brak zawodowych perspektyw, brak planow, niknące marzenia. Cieszyłam się, że Polska zostala jednak do Unii przyjęta . Widziałam w tym fakcie ogromną szansę dla mojej Ojczyzny. Zaufałam mądrości polskich, teraz już prawdziwie demokratycznych polityków.Na miesiąc przed pierwszymi dla Polaków wyborami do europarlamentu dostałam na mój niemiecki adres, imienny list, podpisany przez Niemiecki Komitet Wyborczy z gratulacjami dla mnie, jako dla obywatela nowego unijnego państwa, z życzeniami sukcesów, z zaproszeniem do udziału w wyborach . Do listu dołączone zostały potrzebne mi informacje prawne, opisane były przystępnie sposoby głosowania. Podano mi wszelkie numery telefonow , pod którymi mogę zaczerpnąć informacji, adresy internetowe adekwatne do tematu. Jedną z przyjętych w Niemczech i bardzo rozpowszechnionych form oddawania głosów jest metoda listowa. Trzeba w odpowiednim, podanym w takowym liście czasie, przesłac zwrotnie i bezpłatnie, dołączoną karteczkę z prośbą ( bez uzasadniania )o uczestnictwo pisemne.Niemal natychmiast otrzymuje się odpowiedź z formularzem do głosowania i różową kopertą zwrotną. Te różowe przesyłki są przez niemiecką pocztę traktowane priorytetowo. Poinformowano mnie również, że gdybym chciała głosować na ktoregoś z kandydatów z Polski, to muszę zarejestrować sie w polskiej ambasadzie lub w wyznaczonym konsulacie.Cóż z tego, skoro mój najbliższy konsulat znajduje sie w Köln i dotarcie tam jest dla mnie wielogodzinną wyprawą. Sądziłam naiwnie, że i od mojej Ojczyzny dostanę jakieś broszurowe informacje. Nic z tego!! Jedynie niemiecki rząd wobec mnie, polskiego obywatela to uczynił!.Mój mąż, podobnie jak wszyscy Niemcy uprawnieni do głosowania, otrzymuje takie zaproszenia do wyborów wszelkiego innego typu.Uważam, ze jest to bardzo odpowiednie, osobiste podejście do wyborcy. Mobilizujące do działania, umożliwiające spełnianie patriotycznych obowiązków wtedy, gdy inne względy , np zawodowe, urlopowe lub zdrowotne, temu przeszkadzają. Tegoroczna, niemiecka kampania przedwyborcza, to obok prezentowania własnej pozycji i postulatów w spotach zarejestrowanych partii, przedstawianie szeregu audycji informujących o innych państwach unijnych, audycji całkowicie pozbawionych nawet najdrobniejszych negatywnych komentarzy. To omawianie w krótkich, treściwych programach tego, co dostaje od Unii zwykły jej mieszkaniec. To programy przypominajace historię powstania Unii.To prezentacja głosów sceptycznych wobec niektórych unijnych rozwiązań.Programy o obywatelach innych unijnych państw mieszkających na terenie Niemiec i o ich codziennych problemach. To program poświęcony Polakowi, osiadłemu w Mecklenburg-Vorpommern, kandydującemu do parlamentu z listy niemieckiej. Dzięki temu wszystkiemu, poczułam moją unijną przynależność.A czego mogłam nauczyć się ze strony Polski? Hmm...cóż, kolejne rządy nie wyrażają najmniejszego zainteresowania nie tylko problemami innych europejskich narodów ale zapominają o Polonii, a ten typ braku pamięci uważam za objaw co najmniej braku szacunku. Również do siebie samego!
Subscribe to:
Posts (Atom)
